12/26/2018

recenzje - 3x Bridget Jones

Tegoroczne święta zaplanowałam sobie zupełnie inaczej. Nie znaczy to, że były totalną klęską, wręcz przeciwnie! Na wigilii nie było niewygodnych pytań, głupich gadek o polityce i innych pierdołach. Widziałam, że każdy czuł się dobrze. Było inaczej niż zazwyczaj, jakoś tak mniej sztucznie, dość sympatycznie. Może to ja w końcu kończę ten okropny okres buntu i zaczynam wszystko akceptować. Zaplanowałam sobie, że w tym roku będę pomagać rodzinie w przygotowaniach, a przez moje przeziębienie nie zawiesiłam ani jednej bombki, a jedyne co zrobiłam to przygotowałam dla każdego prezenty, zrobiłam sałatkę jarzynową oraz byłam kolędowym DJem.
Możecie się domyślić jakie nastawienie do tego wszystkiego miałam leżąc pół dnia w łóżku, oglądając filmy, w tym całą serię "Bridget Jones", której nigdy wcześniej nie widziałam. Bądź co bądź obejrzenie tego było strzałem w dziesiątkę na moje #broken_heart. Bardzo miło zobaczyć na ekranie większą romantyczną frajerkę od siebie. Czy zaczęłam się bać, że z moim podejściem do życia (tak bardzo podobnym do tytułowej bohaterki) skończę jako stara panna? Czy Bridget pokazała mi inną stronę związków miłosnych? Zapraszam do czytania mojej recenzji. Choć uprzedzam, że jeśli nie widzieliście ani jednej części, to mogą pojawić się małe, bądź większe spoilery.

Dziennik Bridget Jones (2001) 

"Jestem skazana na los Glenn Close w "Fatalnym zauroczeniu". Do tej pory mój najbardziej stabilny związek opierał się na relacji z butelka Chardonney, zatem skończę z pewnością gruba i sama jak palec, na wpół zjedzona przez owczarka alzackiego..."
Nie ukrywam, że momentami byłam nieco zdenerwowana na Bridget (Renée Zellweger), która to na gwałt poszukiwała drugiej połówki. Była zachwycona, gdy okazało się, że wpadła w oko przystojnemu szefowi Danielowi Cleaverowi (Hugh Grant). Jednak w tym samym czasie pojawił się też Mark Darcy (Colin Firth) - znajomy z dzieciństwa, który ma szansę odmienić życie Bridget. Kto wygra walkę o nią? Wielkie ciacho, które mogłoby mieć każdą kobietę, czy ułożony, dobrze wychowany i schludnie ubrany prawnik, który zmienia się z nudziarza w prawdziwego amanta?  Tego zdradzać Wam nie będę. Podobały mi się te zwroty akcji, które dawały nadzieję, że historia nie skończy się tak, jak myślimy.
Podziwiam Zellweger za jej zaangażowanie, aby dobrze zagrać bohaterkę książki. Jak wyczytałam, musiała ona przytyć ponad 10kg, a także zmienić akcent z teksańskiego na angielski. I tak dostaliśmy szaloną, trochę zaniedbaną i lekko zagubioną Bridget w towarzystwie dwóch adoratorów. 
Pokochałam również jej niezwykłych przyjaciół, którzy zawsze stanowili oparcie oraz służyli dobrą radą. Mimo swoich licznych wpadek Jones jest niezwykle słodka w tym co robi, czym zdobyła serce panów Marka i Daniela. 
Zakochałam się w romantycznych utworach w tym filmie, a oczywiście najbardziej w "All by myself", lecące kiedy to Bridget pije wino, pali papierosy i nie ma żadnych nowych wiadomości.
Trzeba zwrócić uwagę na to, że teoretycznie nie jest to film z tej wysokiej półki, ale na pewno klasyfikuje się jako bardzo dobra komedia romantyczna. Genialna obsada tej i następnych części sprawia, że mamy wrażenie, jakby to, co oglądamy działo się gdzieś tam daleko, w Londynie. Moje serce oprócz bohaterów pierwszoplanowych skradł James Callis grający geja Toma.

Moja ocena:  

Bridget Jones: W pogoni za rozumem (2004)

"To właśnie jest najgorsze w chodzeniu z kimś. W jednej chwili ten ktoś jest ci bliższy niż ktokolwiek inny na świecie, a już w następnej mówi, że trzeba „odpocząć od siebie”, „poważnie porozmawiać” albo „może ty...”, i potem już nigdy go nie zobaczysz, i będziesz musiała przez następne pół roku wyobrażać sobie rozmowy, w których on cię błaga o powrót i wybuchać płaczem na widok jego szczoteczki do zębów."
grafika blonde, bridget jones, and car
[spoiler alert] W tej części nasza ukochana Bridget nie jest już samotna, lecz ma przy swoim boku Marka Darcy'ego. Oczywiście ich szczęśliwy związek nie może trwać długo, ponieważ zaczyna ingerować w niego przyjaciółka Marka - Rebecca (Jacinda Barrett). Ta część mówi o tym, że w związkach nie powinny pojawiać się przyjaciółeczki partnerów, bo zwykle kończy to się zazdrością, kryzysem, a może i końcem związku. Najgorzej jest jeszcze wtedy, gdy oprócz przyjaciółki, zaufanej partnerki Marka od razu zjawia się w życiu Bridget jej były kochanek oraz szef Daniel. Czy takie kombo wypadków pozwoli przetrwać temu związkowi? Nie zapomnijmy również o tym, że nasza tytułowa bohaterka sama lubi pakować się w problemy, ale czy i tym razem jej wielka miłość Mark jej pomoże? Szczególnie trudne to może być, gdy wplata się ona w kryminalną sytuację w Tajlandii. 
Choć ta część jest moim zdaniem najgorsza (chyba twórcy "Listów do M" podłapali pomysł tworząc środkową część tego filmu), najbardziej przewidywalna to zdecydowanie bardzo dobrze do mnie przemówiła. Fabuła jest dość płytka, ale ratują ją wyśmienici aktorzy.
Moja ocena:

Bridget Jones 3 (2016)

"Happy birthday to me. Happy birthday to me. How in hell did I end up here again?"
[spoiler alert] To zdecydowanie najlepsza część opowiadająca o dziejach słodkiej, nierozgarniętej, londyńskiej kobiety. Fabuła jest zaskakująca. Poznajemy Bridget jako dojrzałą kobietę przed 50-tką, której mijający czas bardzo pomógł - schudła, jest zgrabna, a zmarszczki obok jej oczów powodują, że jest jeszcze słodsza. Niestety jej dwie największe miłości życia odeszły w zapomnienie. Daniela Cleavera, twórcy filmu postanowili uśmiercić. Akcja filmu rozpoczyna się od jego pogrzebu, na którym oprócz wielu seksownych modelek zjawia się również Mark Darcy z żoną u boku. Bridget jednak zbytnio się tym nie przejmuje. Postanawia wybrać się ze swoją przyjaciółką na festiwal muzyczny, gdzie spotyka uroczego, pełnego optymizmu Jacka Qwanta (Patrick Dempsey), z którym spędza noc. Kilka dni później jej przyjaciele postanowili wybrać ją oraz Marka (o ironio, znowu się z nim spotyka!) na chrzestnych swojego dziecka. Dawna para bardzo dobrze się razem bawi, tańczą do Gangnam Style ("Gangnam to taka dzielnica Seulu?" - oh, ten światowy Mark). Okazuje się, że Mark jest w trakcie rozwodu, więc nic nie powstrzymuje Bridget, aby i z nim się przespać.
Miłosne igraszki Bridget nie kończą się dobrze. Okazuje się, że jej bio-prezerwatywy są już od 10 lat przeterminowane, przez co zachodzi w ciążę. Z kim? I to jest główny problem tego filmu.
Potencjalni tatusiowe postanawiają zaopiekować się Bridget najlepiej jak potrafią. Chodzą z nią do szkoły rodzenia oraz do niezwykle zabawnej i ironicznej pani ginekolog dr Rawlings (Emma Thompson), która na filmweb.pl została oceniona jako najlepsza postać z tego filmu. 
Bridget swoje historie spisuje oczywiście w swoim pamiętniczku, lecz już nie w papierowym, a internetowym. Bardzo spodobało mi się wplecenie technologii w życie bohaterów, których mogliśmy zobaczyć po 12-letniej przerwie. Oglądałam część za częścią tej serii, więc miałam jeszcze większy ubaw, gdy np. ponad 70-letnia mama Bridget (Gemma Jones) odbierała telefon z wideokamerką przy uchu. 
Nie można również narzekać na ścieżkę dźwiękową. "All by myself" lecące w czasie 43-ich, samotnych urodzin Jones, Ed Sheeran czy Ellie Goulding.
Bridget w końcu doczekała się swojego upragnionego dziecka, dodatkowo bardzo możliwe, że z facetem swoich marzeń. Tylko którym? I to staje się naprawdę mniej ważne, gdy oglądamy jej urocze gafy, stosunki z bliskimi ludźmi, pracę, w której się spełnia oraz niezwykłą charyzmę bohaterów.
Wspaniałe jest również to, że obsada filmu praktycznie się nie zmieniła! Oprócz pozbycia się denerwującego mnie kobieciarza Daniela oraz dodaniu innego rywala dla Marki, czyli pełnego pozytywnej energii Jacka. 
Ta część jest po prostu przesłodka, bardzo wzruszająca, ale i pełna dobrej komedii powodującej niepohamowany śmiech. 

Moja ocena:


Jak mogliście zauważyć powoli wprowadzam nowe zmiany (np. szyszkowe ocenki). Po Nowym Roku powinien powitać Was nowy wygląd bloga! Wszystko takie nowe, świeże, ale stara Szyszka na pewno się nie zmieni! :)
Mam nadzieję, że będzie Wam się tu miło wchodzić. Już teraz mogę napisać, że dla kobietek (może i dla niektórych mężczyzn też) szykuje się nowy szyszkowy dział! Tematyka bloga będzie jeszcze bardziej różna, ale mam nadzieję, że nie zrobi nam się tutaj średniowieczny barok z przesytem.

Stara, niezmienna,
Szyszka.

10 komentarzy:

  1. Bardzo lubię ten film. Idealny na wieczór rodzinny przed telewizorem. Pozdrawiam serdecznie ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Ah ta Bridget Jones, lecząca złamane serca. Twoje pióro bardzo przypomina mi to od Carrie Bradshaw z "Seksu w wielkim mieście".
    Pozdrawiam,
    Aldarzek

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam wszystkie czesci filmy są na prawdę fajne ❤️ ps. Blog wygląda świetnie

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam filmy z Bridgestone Jones oglądałam je wszystkie idealne na zimowe wieczory ❤️
    Ps. Wyglad bloga jest świetny

    OdpowiedzUsuń
  5. lubię wszystkie części ❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo nie lubię filmów, jakoś wolę znacznie bardziej seriale, by z bohaterami obcować dłużej niż te plus minus dwie godziny :) I wstyd się przyznać ale nie widziałam tych części! Gdzieś tam, może w TV kątem oka. Ale po Twojej recenzji zdecydowanie to nadrobię! :) Za co Ci ogromnie dziękuję :* Nic nie przekonało mnie tak jak Twój post :) Pozdrawiam serdecznie i z miłą chęcią obserwuję!

    OdpowiedzUsuń
  7. Oglądam kilka razy ten film.. Wszystkie części bardzo fajny..

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo lubię Bridget i widzę między mną a nią wiele analogii. :) Nie widziałam jeszcze trzeciej części i po Twojej recenzji na pewno to nadrobię. Pozdrawiam i życzę samych dobroci w 2019. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham Bridget Jones i mogę oglądać te filmy po 1000 razy :)
    www.just-do-one-step.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja jestem fanką Bridget ! Widziałam wszystkie części ostatnia zdecydowanie jest według mnie najlepsza :)

    POZDRAWIAM,
    MALWA

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz!

Copyright © 2016 Szyszka Pisze Blog , Blogger